Polish Golf english version
polishgolf.pl facebook polishgolf.pl linkedin
Aktualności Biznes Turnieje Ranking & Awards Partnerzy Media

GRADECKI FAMILY - WYWIAD z Marzeną Gradecką

lipiec 2020 / GRADECKI FAMILY – WYWIAD z Marzeną Gradecką



Jesteście najbardziej znaną golfową rodziną w Polsce, skąd zainteresowanie golfem?

Golf pojawił się w naszym życiu przypadkiem. Zawsze byliśmy aktywni fizycznie. Mąż absolwent Turystyki i Rekreacji na AWF Poznań oraz instruktor w wielu dziedzinach. Ja we wczesnej młodości trenowałam z pewnymi sukcesami( kadra B) łucznictwo. Poznaliśmy się na kursie pilotów wycieczek zagranicznych, a zbliżyła nie spełniona podówczas miłość do nart.

Tak więc zawsze było aktywnie. Na studiach przyjaźniliśmy się z pewną ciekawą parą z mojego kierunku studiów ( Handel Zagraniczny na AE Poznań) - Marzeną z moich stron oraz Krzysztofem z Konina( mój późniejszy mąż - Krzysztof też urodził się w Koninie). Oni pierwsi rozpoczęli zawodowe życie. Przenieśli się podobnie jak potem my pod Wrocław i okazało się, że Krzysztof, aby piąć się po szczeblach kariery w niemieckim koncernie w założonym tempie „musi” zacząć grać w tzw. Golfa. Na początku niewiele nas to interesowało, ale gdy znajomi można powiedzieć, znikli, zrobiło się intrygująco. Najbliższe pole golfowe znajdowało się w Ostrawie, w Czechach. W Polsce chyba koło Międzyzdrojów. Oni w każdy weekend znikali prosto po pracy i wracali w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wkrótce kupili działkę obok pola Amber Baltic i szybko się tam wybudowali. Odwiedzając ich na budowie zobaczyliśmy pierwszy raz pole golfowe.

Na tym pierwszy etap naszej znajomości z golfem się skończył. Było to około roku 1994.

W listopadzie 1999 na potrzeby pasji tenisowej Krzysztofa kupiliśmy od gminy pałac z 8 hektarowym parkiem. Obiekt był zrujnowany, ale był położony blisko. Nieco ponad 10 kilometrów od naszego domu i po trzech latach braku chętnych był w przystępnej cenie. Kluczowe było dogodne miejsce na kort, oczywiście nie tam, gdzie korty ostatecznie obecnie się znajdują.

W 2000 roku pojechaliśmy na biznesowy wyjazd do Senegalu. Mieszkaliśmy pod Dakarem w Club Med. Zobaczyliśmy na mapie ośrodka tory łucznicze, więc od razu po przyjeździe chciałam je odwiedzić. Tory i sprzęt nie zachwyciły, ale były o tyle ciekawe, że graniczyły z czymś co odrobinę zdawało się znajome. Był to driving range na którym akurat ćwiczyła grupka wczasowiczów. Przyglądaliśmy się z ciekawością, po czym zapytaliśmy, czy możemy dołączyć. Lekcja się kończyła, więc nie mogliśmy. Trener jednak zaprosił nas na popołudnie, wprawdzie nie na lekcję, ale na coś w rodzaju turnieju. Miało się to odbywać w jakimś nie zrozumiałym z opisu miejscu, ale miało być łatwo, bo trzeba było tylko kulać piłeczkę po jakby dywanie. Przyszliśmy po południu na, jak się okazało, cotygodniowe tzw „Mistrzostwa Świata”. Było ze 20 osób i chyba 18 dołków. Wygrywał ten kto najmniejszą ilością uderzeń przejdzie wszystkie dołki. Okazało się, że złoty medal zdobyłam ja, a srebrny Krzysztof. Byliśmy absolutnie kupieni. Od następnego dnia w zasadzie nie opuszczaliśmy ani minuty zajęć golfowych. Po powrocie nie było jednak łatwo kontynuować nową przygodę. Okazało się, że we Wrocławiu jest maleńkie pole przy Odrze. To był nasz pierwszy Klub- First Wrocław. Pograć bardziej na serio, najbliżej, można było w pierwszych latach w Ostrawie lub potem w Binowie. Tu i tam 4-5 godzin w jedną stronę. Przez kilka lat cieszyły nas cudowne urlopy w Tunezji, Egipcie, Turcji, Hiszpanii czy Portugalii z nowo poznanymi golfowymi znajomymi, z którymi zresztą przyjaźnimy się do dziś.

W 2000 roku w wolnym czasie ja musiałam zajmować się dziećmi, których była spora gromadka. Najmłodsze, Dominika miała niespełna cztery latka, Mateusz sześć.. Krzysztof pokochał sportową wersję golfa bardzo szybko i naprawdę na serio. Golfowe szczęście mu sprzyjało, gdyż już w 2003 roku miał na koncie sześć hole in one i sukcesy choćby w WAGC. To było naprawdę mocne otwarcie nowej pasji. Tenis poszedł na bok, a wybudowane, bardzo porządne korty stały i do dziś stoją trochę samotne.

Od pasji i sporej odległości do najbliższego pola golfowego do wybudowania własnego pola daleka droga. Jak to było w Waszym przypadku?

Początek obecnego tysiąclecia był dla nas okresem bardzo intensywnej pracy zawodowej. Nie było czasu na dalekie transfery. Dość szybko pojawiła się idea robienia porządku w zabytkowym parku przypałacowym z uwzględnieniem urządzenia trawników o potencjale golfowym. Apetyt rósł szybko. Im piękniej się robiło, tym więcej się chciało. Ostatecznie prace nad przypałacową dziewiątką ruszyły miarę równolegle z remontem pałacu i budową kortów. W 2004 roku urządziliśmy pierwszy golfowy turniej na parkowej dziewiątce.



Pamiętam, jak świetni gracze na czele z Michałem Kasprowiczem bawili się w „dzięcioły”. Pole było przeurocze. Króciutkie, ale niezwykle techniczne i naprawdę nie łatwe.

W tym czasie jednak byliśmy na etapie coraz większych apetytów. Turnieje na Dominikanie, czy wakacje w basenie morza śródziemnego z tamtejszymi polami pokazały czym pole golfowe jest, a czym nie jest. Nasze Maleństwo było na trochę fajne, ale tylko na trochę. Tak by zapewne zostało do dziś, gdyby nie okazało się, że nieopodal obiektu położone są bagienne nieużytki. Nieco ponad 30 hektarów w sumie. Nikt tego nie chciał, podobnie jak wcześniej pałacu z siedmioma zamieszkującymi go rodzinami. Grupka współpracowników z pierwszym greenkeeperem Maćkiem na czele, nazwała to Serbinowem , a niektórzy Czeczenią. Z całym szacunkiem dla Czeczenii oczywiście. Wejście na tamten teren przez lata kończył się utaplaniem w błocie po pas.

W 2005 roku rozpoczęła się ta nasza „serbinowska” przygoda. Kupiliśmy ziemię i rozpoczęliśmy prace budowlane od położenia kilometrów drenażu. Stopniowo też było jasne, że terenu jest za mało. Dokupywaliśmy więc po kolei kawałki przylegającej ziemi. Jednak dopiero zakup fermy indyków z prawie ośmioma hektarami ziemi pozwolił na wybudowanie dołków numer 5 i 6( słynna Chanel z nie dającym się latami usunąć „zapachem”) oraz driving range. To już dawało przestrzeń ostatecznie wystarczającą do tego, aby pomyśleć o profesjonalnym polu, wprawdzie nieco butikowym, niezbyt długim, ale technicznym, naturalnym i urokliwym. Zaprosiliśmy ciekawych golfowych znajomych do projektu z Jackiem Gazeckim na czele i ekipa „Gradi & Friends” rozpoczęła „projektowanie na kolanie”. A tak naprawdę w terenie i tylko tam. Chcieliśmy zrobić jak najwięcej , psując jak najmniej. Pole znajduje się dosłownie na styku dwóch niezwykłych krain. Zlewiska doliny Baryczy z tysiącami stawów i jeziorek( rzeczka Głowniak wzdłuż 13tki i częściowo 12tki) oraz malowniczych Wzgórz Trzebnickich z ich sadami, winnicami, lasami i tradycjami uzdrowiskowymi ( wyniesienia na dołkach 6, 7 oraz 17 i 18). Praca nad polem dawała Krzysztofowi mnóstwo radości. Zrobić Coś! z absolutnie niczego, w popegeerowskiej rzeczywistości. To była misja!

Pole powstawało etapami i dzisiejsza wersja w sporej części nie przypomina tego zamkniętego, prywatnego obiektu, na którym rozegrano pierwszy turniej. A były to zawody z niezwykle popularnego swego czasu cyklu Mid Amator- Marka Gaika . Kilka lat wahaliśmy się czy pole otworzyć, udostępnić osobom z zewnątrz, czy nie? Ostatecznie zostało otwarte. Od tego czasu odbyły się na nim najważniejsze turnieje krajowe dla amatorów i zawodowców (Polish Open, Gradi Inv., praktycznie wszystkie odmiany Mistrzostw Polski Amatorów), prestiżowe turnieje międzynarodowe (Faldo Series, Pro-Tour Series) oraz słynne klimatyczne golfowe imprezy (Axe, BB, Retro, Winogranie).



Wasze dzieci grały w piłkę nożną, skąd nagła zmiana zainteresowań?

W piłkę nożną grał Mateusz i jego starsza siostra Karolina. W piłkę ręczną z kolei grała Dominika.

Gdy obecni golfiści, Mateusz i Dominika, byli mali musieli się oswoić z golfem, gdyż był to rodzinny sposób na spędzanie wakacji. Starsze dzieci mogły zająć się sobą, ale młodsze musiały trzymać się rodziców, czyli towarzyszyć im na polu golfowym. Nie były zainteresowane golfem mimo, iż dwa razy były na golfowych obozach w Binowie na których bardzo dobrze się bawiły. Po obozach jednak wracały do swoich zajęć i pasji. Nie golfowych. Przełom nadszedł, gdy pewnego razu dzieci pojechały z mężem na golfa na Toyę( jako balasty oczywiście) i tam zobaczyły dziecięcą szkółkę w ilości około 20 dzieciaków. Okazało się, że jednak na obozach trochę się nauczyły i od pierwszego zamachu były gwiazdami szkółki.

Był rok 2006. Mateuszowi zostały kupione kije i tak to się zaczęło. W kolejnych dwóch latach grał mecze piłkarskie i brał udział w juniorskich turniejach.

Być może gdyby już wtedy błyszczała gwiazda Lewandowskiego był by dziś piłkarzem? Tymczasem w polskiej piłce nożnej panował marazm, a świeciła gwiazdka taty Krzysztofa jako golfowego Szczęściarza do którego kleiły się hole in one. W 2003 w finale eliminacji do World Amateur Golfers Chamionship w Binowie w odstępie dwóch dni miał ich nawet dwa, co kwalifikowało go do rekordu Guinnessa w kategorii World Amator. W finale światowym WAGC Krzysztof wygrał z drużyną oraz osiągnął drugie miejsce w swojej grupie hcp. Został Vice Mistrzem Świata. W każdym razie tak się wtedy wydawało. W 2007 roku z kolei Mateusz pojechał ze mną na Mistrzostwa Polski Kobiet do Rajszewa jako syn-caddie. Sam chciał. Nie wiem skąd wiedział co jest ważne, aby pomóc mamie zagrać najlepiej w życiu, ale stworzył mi tak magiczną przestrzeń, że zagrałam wiele punktów lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Wieloma punktami wygrałam kategorię netto i tylko jednym punktem przegrałam trzecie miejsce wśród Polek brutto. Uważam, że obie te sytuacje zadecydowały o ostatecznym wyborze Mateusza, który padł na golfa, który z kolei wydawał się dość prosty, jeśli rodzice tak łatwo osiągali nawet międzynarodowe sukcesy zaczynając tak późno swoją przygodę na polach golfowych. Dziś wszyscy się z tego podśmiewamy, ale wtedy wydawało się to bliskie rzeczywistości.

Piłka nożna z kolei w 2007 wydawała się w totalnym i długotrwałym kryzysie. Wybór był trudny, bo Mateusz kochał piłkę i ona jego.

Może warto wspomnieć, że w trakcie wspomnianych Mistrzostw Polski w Rajszewie w przedostatnim dniu grałam z Asią Meronk, której wtedy jeszcze prawie nie znałam.

Caddim Asi był Adrian, moim Mateusz. Widzieli się wtedy pierwszy raz. Jednak w trakcie wspólnej rundy nie odezwali się do siebie i chyba nawet nie przywitali ani pożegnali.

Nie mam pewności, czy rozmawiali ze sobą w ogóle w trakcie tego długiego turnieju. Raczej nie. Ja zdjęcia z tego turnieju mam tylko z czternastoletnim Adrianem w tle, którego wtedy też widziałam pierwszy raz. Slyszałam, że jest niezłym młodym golfistą. Ale wtedy juniorski golf nie bardzo mnie interesował. Dziś są jak bracia…

Po pierwszych startach Mateusza w 2007 roku nastąpiła erupcja jego talentu, który zaowocował tym, że w 2008 roku Mateusz wygrał już cały Junior Tour, osiągając na koniec sezonu bliski zeru hcp.



Mateusz jest zawodowym golfistą jak według was potoczy się jego kariera?

W obecnym czasie planowanie jest wróżeniem z fusów. Nie tylko to dotyczące karier sportowych, ale też planowanie w ogóle.

Dziś, trochę z uwagi na pandemię, bierzemy to co życie niesie. Cieszymy się ze zdrowia i bezpieczeństwa całej dużej rodziny oraz naszych przedsięwzięć. Mateusz na obecny czas założył pracę nad masą mięśniową oraz poprawę techniki pod kątem wydłużenia uderzeń w szczególności drivów. Wygląda na to, że całkiem dobrze to mu się udaje. Sezon opóźnia się , ale właśnie dowiedzieliśmy się, że ostatecznie początek nowej fazy Pro Golf Tour będzie miał miejsce pod koniec lipca właśnie w Polsce, na dodatek na Gradi. Z pewnością to będzie poważny sprawdzian tego jak kto poradził sobie z koronawirusem i z trudnym czasem, który zdaje się, ze że jest już powoli poza nami. Mateusz jest prawdziwym sportowcem. Okres amerykański był bardzo interesujący, ale nie był najlepszym w jego karierze, dlatego osobiście cieszę się na jego stopniowy powrót do przed amerykańskiej normalności z ogromną radością z treningów, gry i rywalizacji. Widzę coraz więcej oznak tego powrotu. Mam ogromną nadzieję, że już wkrótce będzie miał wiele okazji do obdarzania całego świata swoją dobrą energią i uśmiechem. Wiem, to bardzo matczyna odpowiedź, ale tak to właśnie czuję i tak to widzę.

Czy Dominika pójdzie w jego ślady?

Raczej nie, choć to oczywiście tylko jej decyzja. Dominika jeszcze rok będzie grała w Stanach robiąc przy okazji MBA. A tak naprawdę jest raczej odwrotnie. Nauka jest pierwsza. Dla Mateusza nauka była na drugim miejscu. Dla Dominiki odwrotnie. Chociaż też jest z niej sportowiec z krwi i kości. Zawsze marzyła o olimpiadzie. Zobaczymy jaki będzie ten ostatni amerykański sezon? Życzę jej stałej zwyżki formy i rosnącej radości z golfa. A ostatecznie zrobi z tym co zechce. Ma wiele możliwości i nie powinna się ograniczać.

Odnosicie duże sukcesy zawodowe nie związane z golfem, czy wasza inwestycja w pole golfowe jest również sukcesem?

Od początku to nie była inwestycja o charakterze biznesowym. Najpierw była potrzeba posiadania skromnego, prywatnego kortu, potem przypadkowy, zrujnowany obiekt, potem przypadkowa również pasja, a dopiero potem szalony nieco pomysł z polem golfowym z uwagi na minimum 4 godziny odległości do najbliższego podówczas pola golfowego. To wszystko w kontekście chronicznego braku czasu.

Posiadanie pola to po prostu drogie hobby mojego małżonka. Ostatecznie bywają głupsze czy bardziej niebezpieczne pasje.

Odpowiedź czy inwestycja w pole jest sukcesem jest nie oczywista. Dziś pole jest być może większą pasją męża niż golf sam w sobie. Kocha je. Nie koniecznie musi to mieć więc związek z sukcesem finansowym. I oczywiście nie ma…

Piękny hotel na polu z pokojami w wystroju golfowym, skąd ten pomysł?

Większość pokojów nie ma wystroju golfowego, chociaż w miarę nabywania coraz większej ilości golfowych gadżetów, w tym głównie zabytkowych, obiekt nabiera zgodnie z założeniami charakteru starego szkockiego klubu golfowego. Pierwotny remont głównego pałacu nie miał związku z golfem , gdyż pałac był przed golfem w naszym życiu. Zdewastowany obiekt miał znów wyglądać jak przed dwustu laty. I to się generalnie udało. Zdecydowanie golfowy od początku miał być za to tzw. „Stary Pałać” w którym obecnie jest Domek Klubowy. Zabierając się za restaurację obecnego Domku Klubowego wybraliśmy się kilkuosobową grupką w objazdówkę po najstarszych szkockich klubach golfowych. Zebraliśmy ogromny materiał i mnóstwo wrażeń po czym z całą determinacją podjęliśmy próbę odtworzenia ich charakteru i atmosfery na podwrocławskiej, popegeerowskiej wsi.

Czy się nam udało? Warto przekonać się osobiście. Zapraszamy na krótki czy długi golfowy pobyt. Oferujemy domowe, zawsze świeże jedzenie z lokalnych na ogół produktów.

Golfiści i nie golfiści znajdą tu wszystko czego potrzebują- świeże, uzdrowiskowe powietrze, doskonałej jakości pole golfowe oraz nowiutką Akademię, tenis, rowery, nordic walking, mini golf, restauracje, whisky bar, spa piwne, Garden Spa, gabinety masażu i kosmetyki. Do tego rodzinna atmosfera i najciekawsze imprezy golfowe( Brunetki Blondynki, Turniej Par Golfowych, słynny Turniej Męski Axe czy doroczne święto stylowego golfa- Retro Cup).



Może warto wspomnieć, że w tym roku odbędzie się na Gradi doroczny ogólnoeuropejski zjazd EAGHC (Europejskie Stowarzyszenie Historyków i Kolekcjonerów Golfa), którego jesteśmy członkiem. Współpracujemy też blisko z British Golf Collectors, którego z kolei ja jestem członkiem. Pragnę z tego miejsca zareklamować starego golfa jako niezwykle ciekawą opcję realizowania golfowej pasji. Pomożemy załatwić odpowiednie kije i zrobić pierwsze kroki. Wszystkich potencjalnych zainteresowanych zapraszam na tegoroczny, dziewiąty już turniej Retro (4-6 września), któremu towarzyszył będzie tradycyjny turniej hickorowy z udziałem rosnącej rzeszy hickorowych przyjaciół z zagranicy. Wraz z senatorem Personem chcemy w tym roku ich zaskoczyć, gdyż okazuje się, że Polacy na naszych ziemiach grali w golfa już w siedemnastym wieku. Czyli znali golfa wcześniej niż większość krajów zachodniej Europy. Mamy dokument z 1657 bodaj roku. Już się cieszę na miny niektórych :) .

Jak biznesowo przeżyliście pandemię?

Pandemia w większości naszych podstawowych biznesów nie wyrządziła znacznych szkód, gdyż to głownie szeroko pojęta chemia, higiena i kosmetyki, czyli te kategorie, które np. w naszych tradycyjnych Drogeriach Jasmin rosły w ostatnich miesiącach. Nie było w nas bojaźni, więc wykorzystaliśmy ten wyjątkowy czas do budowania nowych kanałów zbytu w obszarze hurtu. Częściowo same się one budowały. To trochę przypominało sytuację z początku lat dziewięćdziesiątych, gdzie trzeba było tylko mieć towar. Handlowy nos(od pokoleń) i wieloletnie relacje z dostawcami pozwoliły nam mieć niezbędne artykuły, wtedy, gdy ich generalnie nie było, więc pojawiły się nowe kontakty ze strony ciekawych odbiorców, w tym instytucjonalnych. Szczęśliwie nikt w firmie nie zachorował i nie musiało być ani dnia przestoju.

Gorzej było w okolicach golfa. Cały Resort był zamknięty przez ponad dwa miesiące, a wcześniejsze rezerwacje poza golfowe zostały zlikwidowane. Golfowe częściowo też, szczególnie, te z kwietnia, maja i czerwca. To był dla firmy Gradi wyjątkowo trudny czas. Wciąż jest obiektywnie trudny, gdyż sam golf na siebie zdecydowanie nie zarabia. Wykorzystaliśmy przestój do generalnego sprzątania i ogromnej pracy w ogrodach, parkach i na polu. Kto jeszcze nas nie odwiedził w tym roku, zachęcam. Warto zobaczyć efekty kilkumiesięcznej pracy ogrodniczej naszych kucharek, pracowników spa, osób sprzątających, recepcyjnych czy biurowych.

Czy zamknięcie pól golfowych a otwarcie terenów zielonych było rozsądne?

To oczywiście bzdura, ale tych bzdur było znacznie więcej. Nie byliśmy jakoś wyjątkowo potraktowani. Golf nawet przy minimalnych obostrzeniach to absolutnie bezpieczna forma sportu czy rekreacji. Wersja: auto, wyciągnięcie swojego sprzętu, wejście na pole, 4-5 godzin zdrowej aktywności, spakowanie sprzętu i odjazd do domu gwarantuje absolutne bezpieczeństwo, dystans społeczny, a zagęszczenie 1 osoba choćby na hektar jest generalnie bez problemu realne i akceptowalne. Również przez większość właścicieli pól.

Footgolf na polu golfowym po co?

Z jednej strony piłka nożna zawsze była ważna w naszej rodzinie. Z drugiej nasze pierwsze, parkowe pole, tuż przy pałacu, które dziś jest sześcio-dołkową Akademią miało potencjał udźwignięcia nowej funkcji bez jakiejkolwiek straty dla poprzedniej. I tak to się zdarzyło. Szkoda, że golfiści ze swymi przyjaciółmi spoza golfa, czy rodzinami nie korzystają z tej formy para golfowej zabawy częściej, gdyż to co widzimy od czasu do czasu to po prostu fantastyczna zabawa. Footgolf niesie ze sobą ogromne pokłady entuzjazmu, energii i niczym nie ograniczonej radości. Różni się tym od golfa, gdzie dominuje spokój i koncentracja. Powiedziała bym podsumowując, że footgolf doskonale golfa uzupełnia.



Kraje zachodnie, a zwłaszcza skandynawskie wprowadzają różnorodne ułatwienia między innymi w postaci podatków gruntowych po to aby rozwijać golf i go upowszechniać, dlaczego w Polsce jest inaczej? Czy za produkowanie trawy powinno się tak dużo płacić?

Golf to zdrowie! To mantra, którą powtarzam od lat. Moim marzeniem i trochę misją jest propagowanie tego hasła. Trudno znaleźć minusy tego typu aktywności a plusów jest mnóstwo. Aby się nie rozwlekać przytoczę przykład naszego klubowicza -p. Tadeusza. Pan Tadeusz jest naszą maskotką. W najlepszym tego słowa znaczeniu. Wprowadza elementy dawnego sznytu. Na Turniej Par zawsze dla swojej( zawsze innej) partnerki przynosi kwiaty. Drużynę damską np. w Pucharze Kobiet wspiera jako uroczy paparazzi, rozdając potem każdej z uczestniczek wydrukowane i ładnie zapakowane zdjęcia. Pan Tadeusz swoją przygodę z golfem rozpoczął w okolicach swoich osiemdziesiątych urodzin.

Zachęcił go ówczesny Kapitan naszego klubu. Pan Tadeusz ubolewał, że musi już zrezygnować z jeżdżenia na nartach. Forma pana Tadeusza nie była najlepsza. Przez praktycznie dwa lata nie wchodził na pole bez…powiedzmy towarzystwa. Z czasem jednak forma fizyczna i psychiczna naszego szacownego klubowicza poprawiała się, aż w końcu zaczął grać w turniejach i samodzielnie poruszać się po polu bez stwarzania zagrożenia dla siebie czy innych. Dziś Pan Tadeusz ma lat 89, bierze udział w turniejach, gra prawie codziennie, a gdy w zimie przy ujemnej temperaturze zobaczymy kogoś na rangu, to prawie na pewno będzie właśnie ON!.

Na drugim biegunie mamy wyczynowców jak Mateusz czy Adrian, czy kilkuletnie dzieciaki przyjeżdzające na pole z dziadkami. Jaki sport czy nawet rekreacja daje aż takie możliwości?

Regeneracja fizyczna i psychiczna Pana Tadeusza robi wrażenie na obserwujących go od kilku lat klubowych lekarzy. Nie bez powodu dobrze zarządzane kraje traktują golfa jako doskonalą profilaktykę zdrowotną w przypadku zaburzeń pracy serca, nerwic, chorób cywilizacyjnych i wielu innych schorzeń. Skupienie na profilaktyce w skali kraju bardzo się opłaca, dlatego niektóre z państwa, w tym skandynawskie czy germańskie wspierają golfa, szczególnie wśród osób starszych. U nas też mamy dobre przykłady świetnej współpracy władz samorządowych ze środowiskiem golfowym, które zaskutkowały spektakularnymi efektami( Mazury GCC). Jest to jednak raczej wyjątek potwierdzający regułę. Z pewnością dofinansowanie golfowego startu seniorów jest optymalną formą wspierania ich aktywizacji i profilaktyki zdrowia. Nawet na niewielkim polu jakim jest Gradi GC trzeba zrobić ponad 10 kilometrów spacerku z dodatkiem stretchingu i obciążenia prawie 20 kilogramami sprzętu.. Sam spacer na ogół mocno męczy tych, co myślą, że „na golfa mają jeszcze czas”. Dokładając obciążenie i wszystkie uderzenia mamy optymalną formę wspierania zdrowia.

Plany rozwojowe krótko i długo terminowe?

Generalnie idziemy za trendami związanymi z rozwojem e-commerce i większą rozpoznawalnością w internecie wszystkich naszych aktywności. Już w zeszłym roku stworzyliśmy zespół wypracowujący model tej naszej obecności oraz konkretne rozwiązania. Odnośnie pola to oczywiście wciąż będzie się zmieniało i doskonaliło. To nie jest projekt biznesowy tylko hobby. Nie ma więc końca. Pałac i pole wciąż będą piękniały i zaskakiwały.

TOP